piątek, 14 października 2016

Dziewczyna z pociągu - książka czy film? + wyniki konkursu

Większość się pewnie zgodzi, że książki są lepsze od ich filmowych adaptacji. Mimo tego, wybrałam się do kina na "Dziewczynę z pociągu". Z jednej strony obawiałam się, że film mi się nie spodoba, a książka przecież zasługuje na jakieś uznanie. Z drugiej strony - no trudno, przynajmniej mam powód, by iść do kina.



Zacznę najpierw od krótkiego opisu. Książka opowiada o kobiecie imieniem Rachel, która każdego dnia jeździ pociągiem, mijając zawsze te same domy. Któregoś dnia mieszkanka jednego z nich znika, a Rachel próbuje się dowiedzieć, co się stało. Historia opowiedziana jest z perspektywy 3 kobiet: Rachel, Megan oraz Anny. Rachel to kobieta, której ostatnio nie wiedzie się za dobrze w życiu, przez co ciągle zagląda do kieliszka i skutkuje to wieloma problemami. Megan to osoba, którą Rachel zawsze obserwuje z pociągu, ponieważ jest ona uosobieniem życia, którego już sama nie ma. Megan mieszka w domu, przy którym zawsze zatrzymuje się pociąg. Anna z kolei jest nową żoną byłego męża Rachel i mieszka blisko Megan, w domu, który kiedyś należał do tytułowej dziewczyny z pociągu.
Książka pisana jest w formie pamiętnika. Czyta się ją bardzo przyjemnie, a bohaterki nie wywołału u mnie negatywnych emocji, co często się w książkach jednak zdarza.
Czy film był równie dobry co książka? Największym plusem filmu było właśnie to, że wszystkie wydarzenia pozostałe wierne tym ukazanym w książce. Nawet najdrobniejsze szczegóły pojawiły się na ekranie, a jeśli czegoś brakowało, to było to coś nieistotnego i w ogóle nie wpływało na bieg wydarzeń. Główna aktorka świetnie odegrała swoją rolę, choć po zwiastunie nie byłam do niej przekonana, bo jednak inną postać wyobrażałam sobie w głowie. 
Myślę, że zarówno tym, którzy książkę czytali oraz tym, którzy jeszcze nie mieli okazji, film się spodoba. Końcówka nie była aż tak dobrze rozwinięta jak w książce, ale i tak dała radę, element zaskoczenia pozostał. Film nie był jakoś wyjątkowo wybitny, ale przyjemnie się go oglądało i z chęcią poszłabym go obejrzeć jeszcze raz. Mimo wszystko pozostaję wierna książce.

Czytaliście tę książkę? Byliście może na tym filmie w kinie? Lubicie historie o rozwiązywaniu zagadek i różnych śledztwach?

Dziś również wyniki konkursu. 

Zwycięzcą została Nessa z bloga pisane-atramentem.blogspot.com. Gratulacje! Jeszcze wiele konkursów przed nami, więc bądźcie czujni :)

niedziela, 9 października 2016

Powrót na uczelnie + English Matters

Nie było mnie tu prawie tydzień, za co bardzo przepraszam, ale wróciłam na uczelnie i nawet nie włączyłam laptopa przez ten cały czas. Wszelakie blogowe zaległości już nadrabiam i obiecuję poprawę. Trochę się podziało, ale teraz będzie lepiej, bo trzeba po prostu się na nowo dostosować do tej sytuacji. Pojawiło się wiele nowych przedmiotów, niektóre ciekawe, niektóre trochę lub nieco bardziej przytłaczające. Co mnie bardzo cieszy, to to, że w końcu będziemy mieć zajęcia z Brytyjczykiem. Studiując filologię angielską, trochę ciężko się obyć bez kontaktu z kimś, kto używa angielskiego naturalnie. W końcu jaki jest lepszy sposób na podszlifowanie języka niż kontakt z nativem?


Mówiąc o angielskim, tak się akurat dobrze złożyło, że mogę zrecenzować magazyn, który wielu z was na pewno kojarzy. Co w nim takiego specjalnego? Ano spieszę, by wyjaśnić.

niedziela, 2 października 2016

Recenzja: prostownica Remington Shine Therapy

Włosy prostuję od wielu lat. Najpierw używałam najtańszych prostownic kupionych w Tesco za 40 zł, później jakichś lepszych za maksymalnie 70 zł, aż w końcu nadeszły czasy, kiedy moje sprzęty się popsuły, więc trzeba było kupić coś lepszego. Ale co w międzyczasie? Przyjaciółka dostała od ciotki z Anglii prostownicę firmy Remington i pożyczyła mi ją na kilka dni. Od tamtej pory jestem zakochana we wszelakich produktach tej firmy.
Swoją prostownicę Remington Shine Therapy s8500 kupiłam na promocji za połowę ceny, więc coś koło 150 zł. Czy było warto?